Ostatnio przeżywam swoistą przemianę wewnętrzną, która mnie nieco niepokoi. Usiłuję rozpatrywać rzeczywistość z różnych punktów widzenia i wygląda na to, jakbym zinternalizowała czy zinterioryzowała w sobie dotychczasową wiedzę naukową z wiedzą religijną. Długo wahałam się, czy to opisać i opublikować i stąd wynika tak długa przerwa w postach.
Zaczęło się od tego, że w okresie rekolekcji postanowiłam znów przemyśleć swoją wiarę religijną. Ponieważ byłam zaziębiona i nie mogłam iść do kościoła, to w domu rozczytywałam się w różnych książkach. Przeczytałam jeszcze raz Ewangelie i nagle na ich podstawie oczyma archeologa „zobaczyłam” Jezusa jako zwykłego człowieka tamtych czasów historycznych, odartego z nimbu boskości, jaki nadaje mu religia chrześcijańska. Spojrzałam na niego jakby oczami tamtych ludzi, którzy żyli przed dwoma tysiącami lat, a także z pozycji dzisiejszego intelektualisty. Zapowiedzią takiego spojrzenia był poprzedni wpis pt. Zdenerwowany Chrystus. W tym świetle jego nauka nie jawi mi się już jako coś nadzwyczajnego - widzę w niej wiele sprzeczności, ambiwalencji i pesymizm. Przeczytałam też książkę Jacka Sieradzana: „Szaleństwo w religiach świata”, w której autor twierdzi, że według dzisiejszych kryteriów Chrystus zachowywał się jak typowy schizofrenik. Miał wizje Boga - Ojca i szatana i rozmawiał z nimi, słysząc ich głosy oraz katastroficzne wizje końca świata, który miał niebawem nadejść, a dotąd nie nadszedł. Miał urojenia wielkościowe, bo ogłosił się mesjaszem i Synem Człowieczym i żądał z tego tytułu uznania i czci. Mówił niezrozumiałym językiem tak, że nawet jego uczniowie go czasem nie rozumieli, bo kazali sobie wyjaśniać jego przypowieści. Swoją naukę głosił wśród ludzi prostych, dla których sensacją były jego cuda, jak to jest jeszcze dzisiaj, kiedy to na każdą plotkę cudu zbierają się tłumy i Kościół często nie wie, co z tym zrobić. Natomiast ustawił się w opozycji do elity swojego narodu, ludzi światłych i wykształconych na owe czasy, którzy mieli wątpliwości co jego zachowania i nauki, ponieważ łamał obowiązujące prawo i burzył porządek społeczny. Jego rodzina i niektórzy faryzeusze uważali (jak pisze ewangelista), że odszedł od zmysłów, albo że owładnął go demon, co nawiązuje do dzisiejszych kryteriów choroby psychicznej.
Podobnie życiorysy wielu świętych wykazują zaburzenia psychiczne ze schizofrenią włącznie. Z powyższej książki „Szaleństwo w religiach świata” wynika, że stany mistyczne i wizje mogą być dostępne wszystkim ludziom na ziemi i we wszystkich epokach historycznych niezależnie jaką religię wyznają, czy w jakiej kulturze żyją, przy czym treść tych wizji, przeżyć mistycznych czy halucynacji schizofrenicznych zależy wyłącznie od wiedzy, charakteru i historii życia tego, kto to przeżywa. Jest więc wytworem ludzkiej psychiki, a nie przekazem Boga lub szatana. Im człowiek posiada większą wiedzę i lepszy charakter, tym ten przekaz jest pełniejszy i mądrzejszy. Tylko chrześcijanom objawia się Jezus i Matka Boska czy jacyś święci, a nie zdarza się, żeby się objawili wyznawcom innych religii. No chyba, że ktoś z innego kręgu kulturowego posiadł wcześniej jakąś wiedzę o chrześcijaństwie. Wyznawcom innych religii z innych kręgów kulturowych objawiają się ich bogowie i święci, np. bogini Kali Hindusom. Prorok Mahomet też przeżywał stany mistyczne i miał wizje - objawienia, na bazie których powstała nowa religia, a w XVII - XVIII w. wśród Żydów było aż trzech takich, co podawali się za mesjaszy i usiłowali reformować judaizm. Potwierdza to ponoć tezę głoszącą ciągłość tradycji religijnych od czasów paleolitu do współczesności, w których istotne idee w obrębie różnych religii, stanowią tylko kolejne transformacje starych wątków, istniejących już w kulturach zbieracko - łowieckich.
Jednak autor cytowanej wyżej książki zastrzega się, że właściwie nie ma jednej konkretnej naukowej definicji zdrowia psychicznego i choroby psychicznej, ani jednolitych kryteriów normy i patologii, ponieważ różnice między nimi są płynne, bez uchwytnej cezury. Wynika to też z braku jednolitej psychologicznej teorii osobowości ludzkiej, ponieważ jako jednostki tak się od siebie różnimy, że nie można takich stworzyć. We wstępnych rozdziałach i w zakończeniu podaje długi szereg definicji i poglądów różnych autorów, często ze sobą sprzecznych, które się zmieniały w miarę rozwoju nauki i w zależności od ośrodka klinicznego.
Jacek Sieradzan: „Szaleństwo w religiach świata. Szamanizm, religia starogrecka, judaizm, chrześcijaństwo, hinduizm, buddyzm, islam”. Kraków 2005.
http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=54856&idp=828